Wpisy

  • czwartek, 13 grudnia 2012
  • niedziela, 09 grudnia 2012
    • Warszawka przyjechała... Na salony...

      * „Wielki Świat” – trzeba być. *

      Jak to w wielkim świecie bywa (a bywa), czasem są wydarzenia w których to wypadałoby uczestniczyć, pokazać się (inaczej: pocelebrować), tak żeby być bliżej tego wszystkiego, co trendy, fashionable, cool i zajebiste. Przyjmijmy, że owym „big worldem” było w piatek miasto Wroclove. To przecież jego dolnośląskie progi gościły jakże prestiżową drużynę Legii Warszawa, by na iście europejskim (światowym) stadionie, mogła zmierzyć się ze Śląskiem Wrocław w konkurencji Piłka Nożna. Hit na koniec rundy jesiennej naszej mini prestiżowej T-Mobile Ekstraklasy (chociaż nazwa tej kulawej ligi wydaje się zajebiście prestiżowa). Mistrz Polski vs Mistrz Jesieni, czyż nie brzmi elektryzująco? Chyba nie… Mimo wszystko klikam i „Lubię to” *

      „Zdrajca + konfident = przyjaźń” *

      Wiadomo, na salony nie chodzi się samemu, więc spiknęliśmy się w kilku przyjaciół ze sportową krwią (AWF), by móc wspólnie celebrować na piłkarskich salonach. Prowodyrem tego zamieszania, była największa menda, szelma, dwulicowa glizda, człowiek bez honoru, jednym słowem ZDRAJCA !!! Wyobraźcie sobie, że gość urodził się we Wrocławiu, mieszka tu od dziecka, pracuje, poznał tu swoją żonę na AWF, kocha sport i wydawałoby się, że jest mieszkańcem Wrocławia z krwi i kości…

      Otóż nie!!!! Gnida mała kibicuje Legii Warszawa!!! Psioczy na swój wrocławski team, a przecież chodził już na jego mecze, gdy jeszcze na gówno papu mówił. Bezczelnie siedzi wśród nas wszystkich udając, że jest człowiekiem Śląska, a pod kurtkę bez skrupułów i z premedytacją zakłada koszulkę Legii. Mało? No to powiem wam jeszcze, że kibicuje reprezentacji Niemiec i gdy przychodzi jej grać z biało-czerwonymi, on nie ujawnia żadnych postaw patriotycznych… Do tego uczy małe dzieci W-F - u w szkole…(biedne maluszki:[ )

      Takiego to tylko w imieniu Polski podziemnej skazać na dożywotnie oglądanie meczów B - klasowej Szaluny Ziębice, za zdradę stolicy Dolnego Śląska! (grałem w tej drużynie z nim, więc można sobie wyobrazić, jak żenujący to musi być poziom kopania piłki)

      Myślę, że facet znalazłby wspólny język z "napastnikiem" Śląska Łukaszem Gikiewiczem, który został odrzucony przez drużynę i okrzyknięty konfidentem, gdy kilka dni temu zakapował na kolegę z drużyny, że przyszedł w stanie nietrzeźwości trunkowej na trening. Z pijaczyną Mrazem rozwiązano kontrakt, a Gikiewicz już dziś może rozglądać się za nowym klubem, bo we wrocławskiej „szatni” jest spalony. Tylko kto takiego leszcza w ogóle zechcę, przecież trzeba trochę umieć w piłkę grać. Ojjjj, nie dość, że kapuś to jeszcze ogórek… Czuje chemię pomiędzy moim przyjacielem zdrajcą, a konfidentem. Myślicie, że może być z tego coś więcej?

      * ”świeża pomarańcza pośród zgniłego groszku” *

      Na „polu” zimno, jak na Syberii, więc założenie kalesraków było obowiązkowe (dobrze, że „Wielki Świat” ich nie widział, bo pewnie to wstyd i celebrytom nie wypada:), ubrałem tez na siebie POMARAŃCZOWĄ kurtkę, co wiązało się z małym ryzykiem, gdyż barwy to znienawidzonego przez kiboli WKS-u Zagłębia Lubin. Żeby nie narażać się „inteligenckiej szlachcie” z Wrocławia, założyłem zielone spodnie i zielony kaptur na łepetynę. Ufffffffffff…… całe szczęście nikt zaczepki nie szukał i mnie nie zbił…

      Czekając na ziomali przed stadionem podziwiałem jego piękno (śliczny zielony lampion) i naprawdę myślałem sobie „Europa”, ale to tylko stadion, a wokół słychać tylko: kurwa, chuj, ja pierdole, jebać Legie, Cracovie, tamci Pany, a Ci Jude, my mistrzowie i życie oddamy za ten klub, policje jebać wszędzie i w ogóle, że jesteśmy bogami… Może i są, ale tylko i wyłącznie patologii, a w pale już się nie mieści gdy widzę grupki góra 15-latków (również płeć żeńska), którzy dają te żenujące koncerty bezmózgowia.

      Aaaaaa, i już wiem dlaczego nikt nie sapał do moich pomarańczowych barw, bo przecież wyglądałem jak steward w tym morzu zieleni (do zieleni to ja w sumie nic nie mam, bo to mój ukochany kolor:)

      * „Szacun za postawę prosomatyczną” *

      Co by nie było, ale kibice, kibole, zwał, jak zwał, robią mega robotę jeżeli chodzi o doping, oprawę atmosferę i przyklaskuję bez żadnego sarkazmu. Naprawdę, 90 minut bez ani minuty przerwy w dopingu z wielką mocą (nie dosłuchałem się przekleństw ? możliwe?), świetna, elektryzująca, kolorowa oprawa, to był istny majstersztyk, koniec kropka. „Zdrajca” pyta się przed meczem: „Okno o ile się zakładasz, że panowie dziś się porozbierają?” Nie założyłem się, bo to było wiadome, że przy takim mrozie będą chcieli przyświecić klatą. Nie myliliśmy się, w pewnym momencie trybuna naprzeciw zaczęła świecić skaczącymi białasami. Doszedłem do wniosku, że oni po prostu mieli na celu hartowanie się. Mądre chłopaki wykazały dojrzałą postawę prosomatyczną i pokazały jak można dbać o część szeroko pojętej kultury fizycznej…

      * „Każdy ma swojego Cristiano” *

      Wypadałoby coś napisać o meczu, ale nie będę pisać, tak stricte analitycznie piłkarsko, bo to przecież było wczoraj i nie chce specjalnie nudzić. Prawda jest taka, że nie ma Śląska bez Sebastiana Mili. Facet biega tak jakby robił to pod wodą, nie może się rozpędzić i sprawia mu to jakąś dziwną trudność, ale w zamian Bóg dał mu lewą nogę, którą nauczył się obsługiwać idealnie. Tak właśnie wcisnął sobie raz guziczek z napisem „on”, przed wykonaniem rzutu rożnego. Noga zrobiła swoje, kopnęła piłkę idealnie tam, gdzie miała znaleźć się głowa „drewnianego” Tomasza Jodłowca i wpadła do siatki „gwiazdeczek” z Wawy… Cały Śląsk, a może inaczej, cały Kapitan Mila.

      Jeśli miałbym podsumować resztę to powiem, że walczyli i to przez 90 minut. Mam jednak na celowniku jednego Pana o imieniu Christian (prawie, jak Ronaldo) a dalej Omar Diaz. Bardziej mi jednak pasuje: Krystian Homar Głaz. Za grosz koordynacji!!! Jak taki Krystianek z jakiejś tam piątek klasy podstawówki, który nadaję się na zajęcia wyrównawcze, by popracować nad wadami postawy i innymi ubytkami zdrowotnymi. Jest jak taki Homar, który chciałby pokopać sobie piłkę, lecz nie może, bo ma szczypce zamiast stóp (Diaz ma stopy, a i tak nie potrafi kopnąć piłki). On jest, jak głaz , który chciałby coś a nie może, bo jest głazem i ruszyć się nie ma jak. Krystian też ma problem, ale on nie może, bo jest tak nie skoordynowany, że nie potrafi wybrać odpowiedniego aparatu ruchu by kopnąć piłkę w biegu lub ruszyć w tempo jakiejś akcji.

      Ale, co ja się będę denerwować? Uświadomił mi to koleżka (to on trenował mnie i Zdrajcę w Szalunie Ziębice), który podsumował: „Okno każdy ma takiego Chrystiano na jakiego zasługuję”. Co racja, to racja, my mamy Krystynę Homara Głaza i cieszmy się z tego… O celebrytach z Warszawy nic nie napiszę, bo przecież przegrali:))))))).

      * „Stadionowi biznesmeni” *

      Zawsze coś! A to trzy kasy przed meczem otwarte, a chętnych tysiące (ja tam wtedy się wypiąłem i nie stałem jak wazon za bilecikiem) i tak to właśnie zachęca się ludzi do oglądania tego bądź, co bądź padła. A to przenosiny na stary stadion, bo coś tam trzeba skończyć, dokończyć. A to telebim nie działa, czy zasłania ring na „Adamku”, bla bla bla bla….

      Zmienia się, chcą pokazać, że to jednak prawie Bundesliga!!! Otóż na telebimie w trakcie meczu wyświetliła się reklama, czy też informacja o możliwości zakupów biletów przez internet: „Booked Ticket” hahaha, no to kur…chcieli zabłysnąć!!!! Polski mecz, polska liga, polscy kibice, którzy, jak wiadomo językami władają fantastycznie (kurwa, chuj, dupa, jebać itd.), a tu wyjeżdżają z international level. Rozumiem, że na tym polega profesjonalizm. Panowie profeska, profeska…

      Spokojnie, spokojnie jeszcze coś się znalazło. Minus 50, zimno straszliwie, więc wiadomo w przerwie trzeba zaszaleć i kupić herbatkę za jedyne 6 polskich złotych. Okazuje się, że woda się skończyła, że za mało mieli, że dogotowują, wiadomo o co chodzi…………. Przecież mogli nie wiedzieć, że będzie zimno i że ludzie zechcą napić się czegoś ciepłego prawda? W sumie to po, co zarabiać za dużo i tak mają pięciuset procentową przebitkę. Biznesmeni….

      * „ Prawy w zastępstwie” *

      W trakcie meczu byłem mocno zaniepokojony, o czeskiego trenera wrocławian Stanislawa Levego, a właściwie o jego zdrówko. Zastanawiałem się jednocześnie, czy on żeby, aby, co by, nie jest rzeczywiście lewy. Pepik zemdlał nam na meczu w Poznaniu, normalnie spłyną gościu, jak kawka!!! Okazało się, że w dzień meczu nie spożywa posiłków i przyjmuje nieznaczną ilość płynów. Profesjonalista, czy jełop? Dobrze, że chłopcy nie biorą z niego przykładu bo, by nie było kim grać. Levy dobry przykład daje.

      Ale czy to nie jest tak, że on nie je, bo jest zesrany w pory i po prostu nie radzi sobie ze stresem w dzień meczu? Może i dobrze, że nie je, bo wtedy zamiast zemdleć, miałby czym zrobić kupkę ze strachu:). A jak gość tylko ściemnia przed drużyna, o tym braku szamy, tak by nie zdradzić swoich słabości z nerwami? Hahahhahaha już się pogubiłem, zaraz jeszcze powiem, że to PO przeprowadziło zamach na lewego, a na jego ławce znaleziono trotyl… (dziwny ten Śląsk, jedni chleją na potęgę, a drudzy mdleją z braku trunków, różnica taka, że pierwszego w drużynie już nie ma…)

      Gdyby jednak, coś było z tym wszystkim na rzeczy, to mam idealnego kandydata na jego następcę. Przystanął sobie Pan o czesko-słowackiej urodzie tuż obok nas i całą drugą połowę dyrygował drużyną Śląska. Niesamowity, choć lekko podpity, ale gdybyście to słyszeli i widzieli!!!! Po jego występie śmiało stwierdzam, że prawy z niego gość więc Prawy do Levego, choćby jako asystent:). Jakąś namiastką jest filmik z udziałem naszego bohatera:

      Nie chcę już niegrzecznić i nie będę płakać, że zrobiłem sobie przebieżkę po meczu i parę kilometrów przed północą przebiegłem (transportu nie było? błąd w organizacji? nieeee....). Niech zostanie to dla zdrowia, dla tej już wspomnianej Kultury Fizycznej o którą tak dbają nasi szalikowcy.

      To wszystko i tak nie jest jakoś super istotne. Najważniejsze, że na salonach byli, Warszawkę zobaczyli, jeden zero zwyciężyli, herbatki się napili i 33 złote za bilet zapłacili. The End.

       

      P.S. Przerżnąłeś zdrajco!!!!!:)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      oknonator
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 grudnia 2012 10:48
  • wtorek, 20 listopada 2012
  • piątek, 19 października 2012
  • czwartek, 02 sierpnia 2012
    • Miłość

      Niestety, dziś nie o sporcie…Jestem praktycznie wyłączony z oglądania Igrzysk Olimpijskich i śledzenia wydarzeń ze świata sportu. Żałuję najbardziej tych Igrzysk, znajduję jednak sposób na mniejsze cierpienie czytając pewną lekturę*, którą można czytać cały czas, kilkukrotnie i zawsze będzie się ją poznawać na nowo… Książka ta trafiła w moje ręce po dość nietypowej historii, która potem, przy udziale kilku innych zdarzeń, stworzyła historie niesamowitą, po której uświadamiam sobie po raz kolejny, że nic nie dzieje się bez przyczyny…

      To, co zaraz zacytuje, znalazło mnie w pracy (dosłownie…), kiedy to po kryjomu, ukradkiem sięgałem wzrokiem do kolejnych rozdziałów tej przemądrej księgi, tak by szef przypadkiem nie zauważył i nie skończyła się przedwcześnie moja przygoda z lazurowym:).

      Jest to list pożegnalny, wybitnego kolumbijskiego pisarza, laureata Nagrody Nobla z 1982 roku Gabriela Garcii Marqueza. Rozesłał on poniższy list, gdy zachorował na raka układu limfatycznego, jednocześnie wycofując się z życia publicznego.

       

      „Gdyby Bóg na chwilę zapomniał, że jestem marionetką i podarował mi kilka chwil życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej, jak potrafię. Prawdopodobnie nie zdołałbym powiedzieć wszystkiego, co myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem. Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale znaczenie. Spałbym mało, śniłbym więcej, wiedząc, że zamykając oczy na minutę, tracę 60 sekund światła. Szedłbym dalej, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, gdy inni kładą się do snu.

      Gdyby Bóg podarował mi kilka dodatkowych chwil życia, ubrałbym prosty strój i ruszył ku słońcu, odkrywając nie tylko swoje ciało, ale i duszę. Przekonywałbym ludzi, jak bardzo się mylą, myśląc, że nie warto kochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości! Przyprawiłbym dziecku skrzydła, ale odebrałbym mu je, gdy tylko samodzielnie nauczy się latać. Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze starością, lecz z osamotnieniem.

      Tylu rzeczy nauczyłem się od ludzi… Nauczyłem się, że wszyscy chcą znajdować się na wierzchołku góry, zapominając, iż prawdziwe szczęście przynosi wspinanie się na nią. Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko raz chwyci maleńką rączką palec ojca, już zawsze będzie chciał go trzymać. Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry, tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc wstać. Jest tyle rzeczy, których się od was nauczyłem, ale w rzeczywistości na niewiele się one zdadzą, jeśli umierając, całą zdobytą wiedzę zabiorę ze sobą do grobu.

      Mów zawsze to, co czujesz i rób to, co myślisz. Gdybym wiedział, że dziś po raz ostatni patrzę, jak śpisz, objąłbym Cię mocno i modlił się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem. Gdybym wiedział, że widzę Cię po raz ostatni, powiedziałbym: „Kocham Cię”, zamiast przyjmować głupie założenie, że przecież o tym wiesz. Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość spełnienia jak dobrego uczynku, ale jeśli się mylę i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym Ci powiedzieć, że bardzo Cię kocham i nigdy Cię nie zapomnę. Nikt nie ma zagwarantowanego jutra, ani młody, ani stary. Możliwe, że dziś po raz ostatni, patrzysz na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj i zacznij dziać już dzisiaj, bo jeśli się okażę, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia w, w którym zabrakło ostatniego życzenia. Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, że są Ci potrzebni, powtarzaj, co do nich czujesz, bądź dla nich dobry, jak najczęściej używaj słów „Tak mi przykro”, „Przeprasza”, „Proszę”, „Dziękuję” i na wszystkie znane Ci sposoby wyrażaj swoją miłość. Nikt nie będzie Cię pamiętał za to, co kryjesz w głębi serca. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł to wyrazić. Okaż przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są Ci potrzebni.

      Prześlij moje słowa, komu zechcesz. Jeśli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro niczym nie będzie się różniło od wczoraj”

                                                                                                 GABRIEL GARCIA MARQUEZ

       

      Chcę wykrzyczeć na cały świat, jak bardzo kocham i jak będę kochać już na zawsze. Kocham, kocham, kocham, po prostu kocham…. Każdego  dnia będę to powtarzać... M, G, K, T i cała reszta...***                                                                                                     

       

                           …….” Na wszystkie znane Ci sposoby wyrażaj swoją miłość ” ……..

       

      P.S. "W lutym 2006 roku autorka książki dowiedziała się, że 78-letni Marquez żyje i jak zamierzał, spełnia dobre uczynki. M.in. w 2005 roku był mediatorem w hawańskich rozmowach między kolumbijskim rządem, a lewicowymi partyzantami z ELN. Na razie nie pisze..."

       

      * książka pt. „Małe cuda codzienności” , autorstwa Niny Grelli.

      * wszystkie cytaty zawarte w tekście, zawarte są w powyższej książce.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      oknonator
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 sierpnia 2012 13:04
  • piątek, 27 lipca 2012
    • Lazurowe Igrzyska

      Czas szepnąć. Tak po ciiiichuuu, tak troszkę....Wyjechałem, nazwijmy to, że na urlop...Choć byłoby to zbyt proste określenie. Piszę, bo niewątpliwie dziś zaczyna się coś, co nie jest zwykłym czymś i dlatego nie mogę przejść obok tego obojętnie...Święto wszystkich świąt sportu, sama esencja i tak od starożytności...Igrzyska Olimpijskie...
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      oknonator
      Czas publikacji:
      piątek, 27 lipca 2012 15:16
  • sobota, 07 lipca 2012
  • piątek, 29 czerwca 2012
  • poniedziałek, 25 czerwca 2012
  • sobota, 23 czerwca 2012
    • Krótko wierszem i na temat.

      Ćwierćfinały Chopy grają, w pupie niespodzianki mają.

      Faworyci wygrywają, Czechów, Greków odprawiają.

      Portugalia jest nijaka, lecz Krystyna w bramkę trafia.

      Żelu we łbie co niemiara, lecz jest pasja i jest wiara.

      Niemcy meserszmity mają, przeciwników naparzają.

      Ta solidność, ta precyzja, to maszyna nie drużyna.

      Byki Żaby dzisiaj zjedzą, a w finale deser zechcą.

      Choć kto wie, żabą zatruć można się, do finału jeszcze hen.

      Cóż to będzie za batalia, piękne Włochy, brzydka Anglia.

      Makarony z problemami, co im z tego? Luzik mają.

      Anglia dawno nic już nie wygrała, stąd jest cała pospinana.

      Co to będzie w tym finale, wszystko wiem, lecz nie wiem wcale.

      Faworyty znowu same? Niespodzianki chcemy Panie...

       

       

      P.S. Niespodziankę chcę z Włochami, a wam co się mili marzy?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      oknonator
      Czas publikacji:
      sobota, 23 czerwca 2012 20:23
  • czwartek, 21 czerwca 2012
  • sobota, 16 czerwca 2012
    • " Musimy napierdalać "

      " Musimy napierdalać " W takie dni, jak dziś trudno mi o jakiekolwiek mądrości, trudno patrzeć na to wszystko ze spokojem, dystansem i chłodnym, analitycznym spojrzeniem. Nie da się! W takich chwilach do gry włącza się serce, które bije mocniej, niż może, a wszystko inne pozostaje gdzieś z boku. To, co dziś ogarnia mnie, Wrocław i całą Polskę, to jeden 40 milionowy kłębek olbrzymich emocji i nerwów. Nie dziwota, bo w końcu mamy najważniejszy mecz Polski w tym stuleciu.
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      oknonator
      Czas publikacji:
      sobota, 16 czerwca 2012 14:45
  • piątek, 15 czerwca 2012
    • EURO dojrzało, to nic..

      Z pełną odpowiedzialnością, po wczorajszym dniu mogę stwierdzić, że na polsko-ukraińskich mistrzostwach mamy już wszystko, a co najlepsze będziemy mieli jeszcze więcej, więcej i więcej (troszkę bezsensownie brzmi?). Jeśli chodzi o samą "piłkę", poziom sportowy jest high level. Każde mistrzostwa muszą mieć cudowne bramki,(chociażby Błaszczykowski!), piękne remisy (chociażby Polska - Rosja), pierwsze małe niespodzianki (chociażby Dania - Holandia), czy te duże, jak odpadnięcie Holenderskich vice - mistrzów świata z turnieju (chyba 1% szans nie mają). Czegoś mi jednak brakowało... Mecz mistrzów świata Hiszpanii z kopciuszkiem rozgrywek (ale jakim walecznym)Irlandią sprawił, że mistrzostwa ruszyły pełną parą. To był pierwszy festiwal bramek jednej drużyny (pogrom), którego brakowało we wcześniejszych meczach. Szkoda, że trafiło na Irlandię (sympatyzuję:), która w konsekwencji żegna się z turniejem. Panie, Panowie EURO dojrzało.
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      oknonator
      Czas publikacji:
      piątek, 15 czerwca 2012 20:53

Kalendarz

Wrzesień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Gomaster